Sierpień 2013

Można rzec, że jeździmy z turnusu na turnus . Od 26-08-13 byłyśmy na turnusie rehabilitacyjnym w szpitalu w Zagórzu k/Warszawy. Cisza, spokój, daleko od cywilizacji, dookoła las i niestety sukcesywnie atakujące komary Beatka bardzo mnie zaskoczyła, bo była w naprawdę dobrym nastroju. Spisywała się zazwyczaj dużo lepiej niż w domu… Nie marudziła, dzielnie ćwiczyła, nawet dość zimna woda w basenie przyprawiała ją o radość i ku mojemu szczęściu noce były spokojne, co zazwyczaj nie zdarza się w domu – Beatka prawie każdej nocy budzi się i potrafi płakać około godzinki i co najgorsze nikt nie może nad tym złym nastrojem zapanować. Ogólnie turnus, fajna sprawa dla dzieciaków, tyle że fakt, że byłyśmy w szpitalu był dosyć przytłaczający, zwłaszcza kiedy ma się świadomość, że jest się blisko domu, a nie można do niego wrócić, tylko trzeba dzielnie zajmować sobie czas. W zasadzie 2 tygodnie szybko minęły i musiałyśmy skrócić pobyt o tydzień, bo Beti złapała jakąś infekcję i wróciłyśmy do domu. Na szczęście to nie było nic poważnego. Beatka szybko się pozbierała i wróciła do zdrówka. Całe szczęście, bo od 16-09-2013 na Beatkę czekała w przedszkolu jej „osobista” ciocia.
Tak… Beti jest przedszkolakiem i ma swojego cienia. Razem z córcią cieszymy się bardzo, bo jak na razie pobyt wśród dzieci sprawia jej radość. A to jest naszym priorytetem.

Komentarze

komentarze