STYCZEŃ 2014

Już ponad rok od diagnozy Beatki… aż rok… tylko rok… W zasadzie nie ma to najmniejszego znaczenia. Dla nas był to bardzo trudny rok, zabrał nam bardzo dużo… Beatka nie siedzi, nie chodzi, nie mówi i raczej nie widzi. A żyć dalej trzeba i w miarę normalnie funkcjonować. Czasami jest baaardzo ciężko, ale i tak trzeba, bo nie ma innego wyjścia. My, rodzice dzieci chorych, a zwłaszcza dzieci chorych na cero musimy być silni, by co chwilę dźwigać coraz to ciężą rzeczywistość, która w zasadzie co chwile stawia nas w obliczu kolejnych etapów choroby, przed którymi jesteśmy bezsilni i nie możemy nic zrobić, nie ma żadnej pomocy. Na przykład są sytuacje, że Beatka ma atak ok godzinnego płaczu i histerii, a my nie wiemy co zrobić, bo żadne próby uspakajania i ewentualnego „przekupstwa” nie skutkują. Wygląda to wtedy, jakby była zupełnie w obcym świecie. Tak naprawdę nie wiemy, czy jest to ból, który ogarnia dzieciątko przez jakiś czas, a kiedy minie jest wszystko w należytym porządku, wraca humor i uśmiech i wtedy możemy odetknąć z ulgą, że skończył się nareszcie ten straszny koszmar.
Na szczęście uśmiech Beatki jest naszym akumulatorem.

Komentarze

komentarze