Turnus w Spale (28.06-11.07.2013)

Tak, jak już Wiecie byliśmy na turnusie rehabilitacyjnym w Spale. Wiele rodzin… każda z nich wniosła na turnus swoje własne doświadczenie… każda rodzina, obecna na tym turnusie, boryka się z chorobą, walczy z nią, niestety w większości przypadków jest to walka z wiatrakami. Nie ma leku, choroba bezlitośnie postępuje. Dlatego większość z nas nauczyło się chwytać dzień, żyć chwilą i nie zastanawiać się, co będzie jutro. Jest ciężko, ale to chyba najlepszy sposób na przetrwanie.

Na wyjeździe dopiero zdaliśmy sobie sprawę- nie jesteśmy sami, wręcz mimo iż są to choroby ultrarzadkie, jest nas bardzo dużo, stanowczo za dużo. I niestety wciąż co chwilę ktoś otrzymuje wyrok.

Na turnusie Beti była bardzo zadowolona, czuła się bardzo dobrze, my z resztą też. Dla naszej trójki był to czas wypoczynku i przede wszystkim ucieczki od codzienności. Trochę się rozleniwiliśmy. Na każdy dzień były zaplanowane zajęcia i często jakaś fajna rozrywka, zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Nie było mowy o nudzie.:)

Jak wiadomo, wszystko co dobre szybko się kończy… Dwa tygodnie minęły niczym mrugnięcie oka. Ledwo zdążyliśmy się poznać z członkami turnusu, a już trzeba było się żegnać. Mam nadzieję, że tylko na rok, że ze wszystkimi będziemy mogli zobaczyć się na kolejnym turnusie, ale również mam nadzieję, że nasze grono nie będzie się powiększać… żeby nikt nie musiał się mierzyć z taką sytuacją, jak my i pozostali członkowie turnusu.

Komentarze

komentarze